Państwo polskie dość niefrasobliwie podchodzi do tematu zdrowego odżywiania. Nie bierze np. pod uwagę niezbyt wygórowanych miesięcznych dochodów przeciętnego Kowalskiego. Czysta butelkowana woda została obłożona 23 proc. VAT, a napoje udające wody, słodzone zagęszczonymi sokami – 5 proc. VAT. Do tego dorzućmy dziurawe rozporządzenie o sklepikach szkolnych, które premiuje produkty wielkich korporacji, a nie wyroby własne kuchni szkolnych i mamy gotowy przepis na jeszcze większą katastrofę otyłościową. A przecież już Polacy tyją na potęgę.
Zmiana stylu życia po 1989 roku, nadprodukcja żywności przetworzonej, wysokoenergetycznej, zaowocowała wysypem nadwagi i otyłości w latach 1996-1914. Obecnie z nadwagą mierzy się aż 50% populacji Polski, a w wieku senioralnym nawet 75%. Daje ona zbyt wysoki poziom LDL (nie HDL). Zaburzenia gospodarki lipidowej prowadzą do gigantycznego wzrostu ryzyka rozwoju cukrzycy. Rok 2022 r. przyniósł 3,1 mln rozpoznań tej choroby. Do tego trzeba dorzucić stan przedcukrzycowy. Efekt? Między 2014 a 2022 r. o 600 tysięcy wzrosła populacja osób, które mają rozpoznaną cukrzycę.
Jak na tę katastrofę reaguje państwo polskie?
– System podatkowy nie wspiera rozwiązań prozdrowotnych. Woda butelkowa jest obłożona 23% VAT, ale jak do niej wlejemy co najmniej 20% zagęszczonego soku owocowo-warzywnego, napój jest obłożony 5% VAT- mówi prof. Robert Gwiazdowski, prawnik, komentator gospodarczy i polityczny, ekspert w dziedzinie podatków w Centrum im. Adama Smitha.
Obecnie mediana wynagrodzeń w Polsce wynosi 7 tysięcy złotych, czyli netto pracownik otrzymuje niecałe 5200 zł. Kowalski chce więc kupować jak najtaniej – producenci produkują jak najtaniej. Im więcej świństw jest w żywności, tym taniej można ją wytworzyć. Tu znów dobrym przykładem są rozwiązania podatkowe dotyczące mineralnej wody butelkowanej. Państwo swoją polityką podatkową wspiera picie byle czego. W dużych sklepach obok wody stoją napoje – water albo aqua, czyli woda słodzona, udająca wodę z 5% VAT. Tu powinien zaprotestować Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów – tak się oszukuje konsumentów, bo to nie jest woda!
– Skoro otrzymujemy alerty RCB, że będzie badać, to czy nie powinny pojawiać się także alerty mówiące, że Główny Inspektorat Sanitarny wycofał coś szkodliwego? Dlaczego producent sproszkowanej papryki, w której zawarte są pestycydy niedopuszczone na rynku europejskim nie został drastycznie ukarany? O tym powinno się powiadomić w południe w programie I Polskiego Radia – mówi prof. Robert Gwiazdowski.
Z niewiadomych przyczyn państwo swą polityką podatkową wspiera rozwiązania nie prozdrowotne, lecz antyzdrowotne. W konsekwencji na polskim rynku są tylko dwie firmy, które produkują tylko butelkowaną wodę mineralną. Pozostali producenci wód produkują też wody smakowe udające wodę i je promują. Podobnie jest z piwem, na które jest niższa akcyza i można je reklamować jako bezalkoholowe, które zawiera 20% soku owocowego, ale jest objęte niższym VAT niż butelkowana woda mineralna.
W dodatku rozporządzenie unijne 1169/2011 mówi, że napój alkoholowy, który ma powyżej 1,2% zawartości alkoholu, czyli de facto każdy napój alkoholowy, jest zwolniony z obowiązku podawania wykazu składników i wartości odżywczych. Producent może umieścić różne świństwa, a na etykiecie musi tylko napisać, że to jest napój alkoholowy. Jeśli ktoś kupuje słodką wódkę, nalewkę, nie wiadomo, kto ją wyprodukował, z czego. Inicjacja alkoholowa wbrew temu, co twierdzą koncerny, zaczyna się od piwa bezalkoholowego, które stoi na półkach ze zwykłymi napojami. Mogą je kupować dzieci i przyzwyczajać się do nazwy „piwo” oraz do słodkiego smaku. W piwie klasycznym jest 0% cukru, ewentualnie dopuszczane jest między 0,5 a do 3 g na 100 ml, natomiast w piwie bezalkoholowym jest od 2 do 7 g cukru, co w puszce daje między 10 a 35 g.
Woda – źródło życia i… pieniędzy
Mecenas Jan Karsznicki, ekspert prawny Instytutu Rozwoju Spraw Społecznych zwrócił uwagę na dziurawe rozwiązania prawne odnośnie do sklepików szkolnych.
– Kiedy w 2016 roku wprowadzano rozporządzenie sklepikowe w obecnym brzmieniu, jego idea była słuszna – ograniczyć katalog produktów, żeby nie można było kupić Coca-Coli, chipsów, czy niezdrowych żelków, słodyczy, batonów. Niestety, system jest nieszczelny w stosunku do napojów słodkich – ubolewa mecenas Karsznicki.
Tłumaczy, że rozporządzenie sklepikowe jest wydane na podstawie Ustawy o bezpieczeństwie żywności i żywienia. Artykuł 52c mówi, że w szkołach można sprzedawać tylko produkty, które są na liście w rozporządzeniu ministra zdrowia. Są tam soki, musy, przeciery, koktajle mleczne, woda źródlana i butelkowana woda mineralna. Ale jest też problematyczna kategoria napojów bez dodatku cukru i substancji słodzących w rozumieniu rozporządzenia unijnego 1033 na 2008. Mowa o „innych napojach”, które mieszczą się w kategorii: bez dodatku cukru i substancji słodzących. Tu trzeba posłużyć się albo dosłowną wykładnią językową – coś, do czego nie wsypujemy bezpośrednio cukru, albo „żywność bez dodatku cukru i bez dodatku substancji słodzących” zdefiniować jako żywność, która nie zawiera mono- i disacharydów ani środków spożywczych, które zawierają te cukry, dodanych z uwagi na ich właściwości słodzące.
– Obecnie więc do sklepików szkolnych czy do automatów bez problemu można wstawić water, aqua, słodzone lemoniady, herbaty, produkty typu Ice Tea, które zawierają 20-30% zagęszczonego soku owocowego, najczęściej najtańszego, jabłkowego. Mają więc w składzie 5-6 gramów cukru na 100 ml, czyli szalenie dużo, ponad połowa tego co Coca-Cola. Cukier jest wprowadzany w postaci soków i przecierów. W związku z tym ta żywność może być oznakowana jako „bez dodatku cukru” na gruncie rozporządzenia unijnego 1024 na 2008.
Na opakowaniu tylko musi być napisane, że zawiera naturalne substancje słodzące. Producenci więc wielkimi literami dają napis „bez dodatku cukru”, a mniejszymi: „zawiera naturalne substancje słodzące” – wyjaśnia mecenas Karsznicki.
Nowe rozporządzenie sklepikowe opublikowane zostało w lutym br. w dzienniku urzędowym i zacznie obowiązywać od 1 września. Ministerstwo Zdrowia odtrąbiło wielki sukces, a problem napojów słodzonych sokami owocowymi pozostał.
– Jest to tym bardziej niezrozumiałe, że w tym rozporządzeniu sklepikowym mamy jeszcze napoje, które są tworzone na miejscu w szkołach, czyli musy, lemoniady. I już one muszą zawierać maksymalnie 5 gramów cukrów na 250 ml napoju. To bardzo restrykcyjny warunek. Tymczasem duże koncerny, które produkują niby wody, lemoniady, nie muszą liczyć węglowodanów. Dlatego ważne jest wywieranie presji społecznej, bo niezdrowe, słodkie napoje są jedną z głównych przyczyn uzależnienia się od cukru – podsumowuje mecenas.
A wybory zakupowe dzieci są proste: niska cena, słodki smak kolorowy obrazek czy ksywka influencera na etykiecie. Dlatego, zdaniem prof. Roberta Gwiazdowskiego, skoro państwo wydaje miliardy złotych na media publiczne, to one powinny pokazywać niezdrową żywność i triki sponsorowane przez jej producentów, a nie rzucających się sobie do gardeł polityków.
Dobrze wykształceni, a jednak otyli mężczyźni, żyją krótko
Z otyłością wiąże się wiele zaburzeń natury hormonalnej, które powodują, że stracić na wadze praktycznie się nie da.
– Gdy pacjent ma BMI powyżej 30, czyli otyłość, wówczas zaczynamy interweniować medycznie. Do progu 30 BMI mamy szansę wpływać na styl życia poprzez wysiłek fizyczny, czy właściwą dietę. Jako podłoże chorób cywilizacyjnych Światowa Organizacja Zdrowia wskazuje: otyłość, brak aktywności fizycznej, niewłaściwą dietę, nikotynizm, nadużywanie substancji psychoaktywnych, w tym alkoholu – wylicza prof. Bolesław Samoliński, specjalista zdrowia publicznego, przewodniczący Rady Naukowej Instytutu Rozwoju Spraw Społecznych, alergolog, otolaryngolog, kierownik Katedry Zdrowia Publicznego i Środowiskowego, Zakładu Profilaktyki Zagrożeń Środowiskowych, Alergologii i Immunologii Warszawskiego Uniwersytetu Medycznego oraz Zakładu Alergologii i Immunologii UCKWM.
W zależności od tempa rośnięcia BMI młodzi dorośli w wieku 35-49 lat są narażeni na ryzyko przedwczesnego zgonu. Z kolei rosnące BMI w grupie około emerytalnej i u osób w wieku podeszłym daje bardzo wysokie ryzyko zgonu. Przy czym to mężczyźni są w grupie większego ryzyka. W Polsce żyją wyjątkowo krótko jak na Europę – umierają 8 lat wcześniej niż kobiety. Średnio w Europie różnica między oczekiwaną długością życia kobiet i mężczyzn wynosi 3,5 – 4 roku.
Nadwaga i otyłość u mężczyzn pojawia się w młodym wieku. Zostało to zbadane w latach 2016-2020 dzięki aktowi wykonawczemu do ustawy o zdrowiu publicznym – Narodowemu Programowi Zdrowia.
– Co zaskakujące – u mężczyzn wraz z wykształceniem rośnie… nadwaga. U kobiet jest odwrotnie – trzymają reżim, bo chcą być sprawne, ładnie wyglądać i z tego powodu dłużej żyją. Im lepiej wykształcona kobieta, tym rzadziej ma nadwagę – mówi prof. Samoliński.
W omawianym przez eksperta badaniu pytano o samoocenę sytuacji materialnej, czyli kto się czuje bogaty, a kto biedny. Okazało się, że dobra sytuacja materialna sprzyja niskiemu BMI. Zła sytuacja materialna – wysokiemu BMI. Kobiety bogate i dobrze wykształcone trzymają wagę, a mężczyźni nie. Choć wydawać by się mogło, że wiedza żywieniowa rośnie wraz z wykształceniem i bogactwem, to jednak mężczyźni mają wiedzę, a nie trzymają reżimu.
– Badania pokazały, że jest dobry poziom wiedzy żywieniowej w grupie najbardziej otyłych mężczyzn, nawet lepszy niż u szczuplejszych. I to było zdumiewające – mówi prof. Samoliński.
Polska znajduje się wśród krajów, które mają wysokie BMI, wyższe niż we Francji, Hiszpanii, Wielkiej Brytanii. Ponad 60% Polaków albo w ogóle nie je pieczywa razowego, albo je bardzo rzadko. Tymczasem jasne pieczywo jest wysokokaloryczne, ma wysoki indeks glikemiczny. Ledwie ponad 30 procent spożywa ryby. Nigdy ich nie je prawie 10% populacji, rzadko – 50%. Łącznie ponad 50% populacji nie jada ryb, które są rekomendowane jako produkt zdrowotny! W dodatku warzywa i owoce codziennie zjada tylko 1/3populacji. Niezdrowe potrawy smażone kilka razy w tygodniu lub raz w tygodniu spożywa 80% populacji. Co drugi Polak sięga kilka razy w tygodniu po słodycze. Podobnie po potrawy z czerwonego mięsa.
Młodzi ludzie przestają jeść owoce i warzywa. Jest za to wzrost spożycia alkoholu, pojawia się na nowo nikotynizm. Gdy średnia populacyjna nikotynizmu wynosi 28%, aż 47% młodzieży w wieku szkolnym przechodzi inicjację palenia tytoniu właśnie w szkołach, pod wpływem presji rówieśniczej. Państwo polskie przegrywa więc w swoich strategiach prozdrowotnych.
Jak zatrzymać spiralę nadwagi i otyłości?
– Przede wszystkim ograniczyć produkty wysokoenergetyczne, w tym napoje słodzone sokami owocowymi. Edukacja zdrowotna z założenia nie miała być przedmiotem szkolnym nauczanym, jak historia, tylko miała tworzyć atmosferę prozdrowotną w szkole. Rozbiliśmy się o polityczne debaty – stwierdza prof. Samoliński.
Również WF nie powinien być przedmiotem szkolnym, który pokazuje, czy ktoś umie skakać przez kozła. Ma zaś nauczyć życia grupowego w aktywności fizycznej. Dzieci powinny mieć nie godzinę lekcyjną WF między innymi lekcjami, tylko pół dnia albo nawet cały dzień raz w tygodniu poświęcony na ten przedmiot.
– Jako alergolog jestem ciągle pytany przez rodziców, czy wystawię zwolnienie z WF, bo dziecko ma astmę oskrzelową i nie może ćwiczyć. Tymczasem 30% olimpijczyków ma astmę. Otylia Jędrzejczak dzięki sportowi poradziła sobie z tą chorobą. Pamiętajmy, że dziecko dobrze wyglądające to jest dziecko wysportowane, szczupłe, a nie dziecko z pulchną buzią i z tendencjami do nadwagi. A nadal pokutuje taki mit. Od niedawna mamy skuteczną terapię farmakologiczną, ale jest to terapia do końca życia. Na otyłość olbrzymią, czyli BMI powyżej 40 – 10 lat temu cierpiało 1% Polaków, obecnie – 2% – wylicza prof. Samoliński.
Jeżeli ktoś waży 20-30 kilogramów ponad normę, nie powinien biegać ani na własną rękę podejmować innej forsownej aktywności fizycznej, bo zniszczy sobie stawy i będzie miał jeszcze jedną chorobę – najpierw musi choć trochę zejść z nadprogramowej wagi, a później może myśleć o sporcie.
Nie czytamy etykiet – to błąd
Patrzenie na indeks glikemiczny, czyli tempo narastania poziomu cukru we krwi produktu żywnościowego, jest bardzo ważne.
– Gwałtownie narastający cukier we krwi nie daje organizmowi szansy na wyprodukowanie insuliny i wtedy cukier działa bardzo źle na naczynia krwionośne. Najwyższy indeks glikemiczny jest w napojach słodkich, bo one się natychmiast wchłaniają. Tymczasem Ministerstwo Finansów kalkuluje wszystko według swoich przychodów, a nie według bezpieczeństwa zdrowotnego. Narodowy Program Zdrowia ma na celu kupienie np. informacji w telewizji o produktach prozdrowotnych i antyzdrowotnych. Czy telewizja ma taką misję? Śmiem wątpić – mówi prof. Samoliński.
Gdzie powstaje polityka prozdrowotna?
Koncepcja ustawy o zdrowiu publicznym idzie w stronę stworzenia „mini rządu”, składającego się z osób sprawczych w poszczególnych resortach, czyli na poziomie podsekretarzy stanu, a najlepiej sekretarzy stanu, którzy odpowiadaliby za realizację polityki zdrowotnej w danym resorcie.
– To w gminach, powiatach organizuje się akcje prozdrowotne, edukację zdrowotną. Na to są potrzebne pieniądze i niestety tutaj mamy gigantyczny opór ze strony Ministerstwa Finansów. My, eksperci, powinniśmy kontrolować takie akcje, bo obecnie około 3 miliardów zł rocznie wydawanych jest na politykę prozdrowotną bez jakiegokolwiek efektu – podsumowuje prof. Samoliński. – Zastanawiam się, w jakim stopniu politykę zdrowotną możemy ukształtować w oparciu o przepisy i restrykcje finansowe, a w jakim w oparciu o edukację – na tym polu przegrywamy, co znakomicie pokazały papierosy. W latach siedemdziesiątych paliło je 76% Polaków. Wprowadzono restrykcje i obecnie pali 28% Polaków.

